Oto jest. Przyszedł ukradkiem tak jak złodziej przemykający pod nieoświetloną ścianą. Przyszedł i ukradł kolejny rok z życia.
Rok niezrealizowanych planów.
Za szybko, nie w porę, bez uprzedzenia.
Kopiuj wklej kopiuj wklej i mamy liste noworocznych postanowień na 2009.
Nie rozumiem po co ta ogólnoświatowa nagonka na składanie postanowień. Połowy nie da się zrealizować albo nie ma się wystarczająco dużo pieniedzy, żeby je realizować a jak sie kombinuje pieniądze to potem sie nie ma czasu i zastaje cię rok nastepny i znów każą te postanowienia robić.
Dlatego ja w tym roku na znak protestu zrobiłam kopiuj wklej.
Jakby ktoś pytał to mam listę postanowień. Przeczytam ją potem.
skoro she tak mówi, to tak było
Rady ni ma panie zima.
Otóż tak ale nie śniezy, co od razu wychodzi w bilansie miesięcznym snu. Te kilkadziesiąt minut zaoszczędzonych na braku potrzeby odkopywania auta to najcenniejsze co zima może dać, nie upierając się przy bezsensownych intensywnych opadach atmosferycznych.
Zainspirowana wyjazdem mego męża oraz głęboko przekonana o potrzebie wzniesienia toastu za wyjatkowo spolegliwą tego roku zimę postanowiłam wydać bal tudzież urządzić baba party, by ostatecznie wypić 9848275 win oraz obgadać świat męskich szowinistycznych postaci.
Obszerna relacja z tych uroczystości w nastepnym wejściu.
skoro she tak mówi, to tak było
Przeczytałam gdzieś dzisiaj, że "Europejczycy wolą Obamę od McCaina i generalnie patrzą na kandydata Demokratów jak na gwiazdę rocka. To prawda, że Obama jest kandydatem wyjątkowym, charyzmatycznym, wybitnie inteligentnym, no i oczywiście niebiałym".
Wg mnie optycznie pasuje do tej roli bardziej niż skapcaniały McCain ale to chyba nie jest ważny argument przy zakreślaniu na karcie wyborczej.
Patrząc z perspektywy zabieganej Polki kombinującej jak kupić, zjeść i
zabawic się w weekend to generalnie stawiam na McDonald's i guzik mnie
te wybory w Stanach obchodzą.
skoro she tak mówi, to tak było
Walcze od poniedziałku. Wzięłam poszłam na urlop i zaszalałam a raz sie zyję mówie sobie i poleciałam do .......castoramy po farby. moj panie. i na co mi to było.
najsampierw kurwa ten pan z castoramy szkolony z rapowania zaczął mi o farbach opowiadać i to co sobie wzięłam i zaplanowałam chuj przysłowiowy strzelił, bo okazało się że nie farby z reklamy i nie gotowe tylko mieszane i najlepiej beckers ą ę.
więc ja mówie ,że chce ekri a on mi mowi ze to co ja widze ekri to jest ekri ale z odcieniem z rodziny czerwonego bo ma R w nazwie.
pacze pacze i widze że ekri to jest na pewno a nie żadne z rodziny czerwonych. ale on sie upiera więc myslę sobie e tam wszystkie rozumy pozjadał biore to ekri.
chwilowo mam wkurw, bo to jednak JEST ekri z rodziny czerwonych i mam to w salonie.
trudno.
nastepne malowamnie dopiero za 5 lat. nie wczesniej to wiem na pewno. w ogole nie wiem po co mi było to malowanie.
A! a jak mi dał czereśniowy sen do kuchni na ściane, to mi wyszło na próbniku różowe o zgrozo. widział kto kiedy rózową czereśnie. pojebało mu się z landrynką. no już dobsz. najważniejsze że nie kupiłam w tym szaleństwie 3 litrów tylko próbnik.
generalnie mąż mój nie uczestniczy w tym przedsięwzięciu. to znaczy uczestniczy ale biernie.
czasem przyjdzie mu do głowy debilny pomysł skrytykować kolor, który wybrałam ale szybko zaczyna mu sie podobać, kiedy widzi moją minę.
no niestety już pogodziłam się z faktem, że złotom rączkom to on sie nie urodził.
oprócz fanaberii malarskiej, posiadam jeszcze listę rzeczy "do zrobienia", których nie zrobiłam przez 2 lata kiedy tu mieszkam. (notabene malowania tez nie zrobiłam). na przykład zawieszam lampy, bo od 2 lat mam żarówki przy suficie. albo montuję karnisz i zamawiam rolety, bo od 2 lat słońce jesnienią wali mi w telewizor.
i właśnie tak spędzam pierwszy w tym roku urlop.
cudownie kurwa.
wakacje życia.
czekaj chłopino, ty mi spróbuj nie kupić egiptu w lutym. rozwód albo schiza. wybór należy do ciebie.
skoro she tak mówi, to tak było
mniej więcej od poniedziałku za moimi plecami w pracy rozgrywa się dramat.
histeria z powodu wyjazdu na wakacje do ciepłych krajów.
mój bosz
- ale myślisz ze w tym hotelu bedzie dobre jedzenie? grześ nie pojadę do tamtego hotelu bo tam pod oknem tiry jeżdżą! nie no przecież tu jest 6 km do miasta! a w opiniach taki niemiec napisal, ze były 3 karaluchy w tym hotelu. jest jeden fajny hotel ale 9 koła od osoby. zobaczysz zaraz nic nie bedzie i bede musiala pojechac do arabow!
helo-oł ! a miała być plaża, wiatr we włosach i przemierzanie krety skuterem.
a tak to jest liczenie kafelków w basenie i sprawdzanie widoku z okien na każdą z 4 stron świata , bo nigdy nie ma gwarancji, że nie wpierdolą cie od zaplecza.
i ten chłop co się nasłucha, w sumie czego by nie zaproponował to z góry to jego wina.
od dwóch dni nic nie je kobiecina i pochlipuje jak jej dyskurs ze starym nie pójdzie jak z płatka.
i permanentnie wpędza się w poczucie winy : "a mogłam zarezerwować w styczniu"
rozdała już 8956566252 biurom swój telefon w razie "jakby co" i złożyła przez internet 475574575 rezerwacji typu "bez zobowiązań", telefony urywaja normalnie jakbym robiła we fabryce infolinia.
na nic moje tłumaczenia, że przecież nie jest mozliwym znaleźć idealne miejsce na ziemi, raj błekitny za 3 koła na wczoraj ol inkluziw.
moja kolezanka Di alias Szczególik kupuje last minute.
oby jej piasek miękkim był tam gdzie w koncu trafi, bo wypoczynek będzie jej się należał jak mało komu.
ja natomiast udaję się do stolicy UE i bedę jak wrócę.
rany boskie!!!! nie sprawdzałam czy jest basen pod balkonem! yyyyy!!! a jak nie będzie?????
sajonara
skoro she tak mówi, to tak było